Pomimo, że mnie tam znają, to jadąc tam wakacyjnie w czternaście osób, liczę tylko na krótką degustację i oprowadzenie nas po winiarni. Wysiadamy w upale na podjeździe i z nieukrywaną radością udajemy się bezpośrednio do piwnic Felsiny, gdzie w sympatycznym chłodzie podziwiamy starzejące się wina. Część dojrzewa w małych beczkach z dębu francuskiego, zwykle są to najbardziej skoncentrowane, przeznaczone do długiego starzenia wina, część w dużych, używanych wielokrotnie botti z dębu sławońskiego, które dają lżejsze wina, z charakterystycznym dla chianti żywym owocem i dobrą kwasowością.
Widziałem już w życiu tysiące beczek, nie mogłem się zatem doczekać degustacji, szczególnie, że Fattoria Felsina zaliczana jest do najlepszych włoskich producentów. A tu niespodzianka – na polecenie właścicieli cała nasza gromadka zaproszona zostaje na lunch połączony z degustacją, przygotowany przez własnego kucharza winiarni, który zaserwował nam proste, wybitnie świeże i smaczne dania. Zaczęliśmy od panzanelli, toskańskiej sałatki chlebowo-pomidorowej, następnie podano lokalny makaron z pomidorami, a na główne zachwyciliśmy się rodzajem pieczeni rzymskiej z dzika podanej na zimno z sosem, zwykle serwowanym do vitello tonnato, czyli z tuńczyka, kaparów i anchois. Rewelacja, szczególnie że na zewnątrz prawie 40 stopni Celsjusza. Do tego oczywiście wina – i tu wielka niespodzianka – na aperitif dostajemy różowe wino musujące wytwarzane przez Felsinę metodą tradycyjną z Pinot Noir, Sangiovese i Chardonnay! Coś zupełnie unikalnego w tym regionie, eksperymentalnie wytwarzane w mikro ilościach, zachwyciło mnie swoją budową, elegancją i subtelnym musowaniem. Prawdziwy szampan z Toskanii!
Dalej klasyki Berardengi: Chianti Classico 2013 (12 miesięcy w dużych beczkach z dębu slawońskiego i kolejne 3 miesiące w butelkach), Chianti Classico Riserva 2012 (16 miesięcy w dużych beczkach z dębu slawońskiego oraz używanych dwu lub trzykrotnie beczkach francuskich, kolejne 6 miesięcy w butelkach), Fontalloro 2011 (22 miesięcy w nowych beczkach z dębu francuskiego, kolejne 10 miesięcy w butelkach) i Rancia (20 miesięcy w beczkach z dębu francuskiego, kolejne 8 miesięcy w butelkach) w dwóch rocznikach 2012 i 2006, które pokazały, jak cudownie może to wino rozwijać się w dobrze przechowywanej butelce.
Na koniec nie było deseru, bo deserem było samo wino- Vin Santo 2005 z podsuszanych winogron, podane z twardymi ciasteczkami migdałowymi cantucci. Choć Siena i jej zabytki czekały, nikomu nie spieszyło się do wyjazdu. Zachęcam do odwiedzenia te posiadłości, smak tamtejszego wina na długo zapada w pamięć!


