Pingus, czyli fine wine nie musi być nudny


Piotr Kamecki

Wielu ludzi nie lubi wina, bo kojarzy im się ze snobami i burżujami. Postawa wielu ludzi zajmujących się winem rzeczywiście może sprzyjać takim opiniom, dodatkowo arystokratyczność posiadłości i pałaców w takim Bordeaux również narzuca pewien dystans. W ogóle temat odwrotu od pewnych utartych wartości, autorytetów, wzorców i szeroko rozumiany powrót do natury jest ostatnio w modzie.

Dodane:

2019-05-31

Winiarstwo swój powrót do natury realizuje poprzez sięganie do starych technik i inspiracji, tworzenie win możliwie najczystszych i rozumiem tu zarówno nieingerowanie w proces poprzez filtrowanie, klarowanie czy dodawanie różnych przeciwutleniaczy oraz szukanie jak najczystszej ekspresji owocu, bez beczkowego pudru i innego makijażu. Sam autor tekstu, choć łatwo ulega różnego rodzaju fascynacjom, chętnie znajduje we wszystkim środek. 

W Wine Taste – miejscu, które oparte jest na fine wine i największych tytułach w świecie wina – staramy się nie pozostawać w tyle. Wiele u nas win naturalnych, wręcz biodynamicznych czy hipsterskich. Łącznikiem między tymi światami wydaje mi się być Pingus. Czemu? Spróbuję się szybko wytłumaczyć.

Komu zawdzięczamy wino Pingus?

Peter Sisseck. Gość z Danii, który od 20 lat mieszka w Ribera del Duero. Zajawkę na wino złapał już w domu rodzinnym, gdzie rodzice popijali co lepsze etykiety. Potem pojawił się wujek-winiarz i staże w kilku znanych winnicach. Kiedy trafił do pracy w Hiszpanii, zakochał się w tym surowym krajobrazie i w powyginanych starych krzewach. Stwierdził, że tu będzie mieszkał i robił świetne wino. I zrobił. Najpierw, przez pierwsze dwa lata, doprowadzał stare grządku do porządku. Gdy wszystko było już gotowe, wiedział, że ma warunki pozwalające na stworzenie wyjątkowego wina.

Postanowił nazwać je Pingus po swojej ksywce z czasów dzieciństwa. Pingus został genialnie przyjęty przez branżę, Robert Parker nazwał je jednym z najlepszych win, jakie kiedykolwiek pił i ceny od razu poszybowały w górę. Dodatkowo wywindowała je historia związana z pierwszym importem wina do USA – statek wiozący mała partię wina utonął niedaleko Azorów. Część niewielkiej produkcji została stracona, a cały epizod dodatkowo przełożył się na sławę wina. Od tamtej pory Pingus jest winem kultowym, niezwykłym, to fakt, ale też pieruńsko drogim.

Pingus a wina naturalne

Ale czemu postawiłem Pingusa w połowie drogi miedzy fine wine a raw wine? Peter Sisseck nie występuje pod krawatem, z podkasanymi rękawami przycina krzaki i miesza w kadzi. Jego filozofia dotycząca uprawy jest prosta i zahacza o ideę paleo – krzewy stare, właściwie bardzo stare, zero nawozów, zero pestycydów, prowadzenie winorośli w sposób tradycyjny.

Jego trzecie wino, Psi, powstaje we współpracy z rolnikami, którzy posiadają turbo stare parcele i dostarczają mu owoce niezwykłej jakości i tak naturalne, jak to tylko możliwe. Brakowałoby tylko sojowego latte, gdyby nie to, że mówimy o jednym z najbardziej pożądanych kolekcjonerskich win świata. Ze starych krzewów tempranillo powstaje bardzo mało bardzo skoncentrowanego wina, które rozwija nieskończoną paletę smaków i aromatów, wzbogaconych dodatkowo dębową beczką.

Kiedy warunki w danym roku nie pozwalają na zrobienie wina najwyższej jakości, Sisseck nie robi wina wcale. Albo grubo, albo wcale. Pod marką Pingusa powstają jeszcze dwa wina. Flor de Pingus, stworzone z równą dbałością o szczegóły, ale z owoców pochodzących z innej winnicy oraz wspomniane Psi, efekt współpracy z okolicznymi rolnikami. Oba wina dają szansę posmakować stylu winnicy za bardziej przystępne pieniądze.

Pingus w Wine Taste

Każde z tych win i ciekawe historie o nich mamy w Wine Taste. Nie będziemy się przy tym niczym popisywać i cmokać nad nimi, oferujemy Wam po prostu kawał porządnego wina stworzonego przez gościa zakorzenionego w winiarstwie preindustrialnym.